Powiem Wam moi mili, że ciężko jest być pełnoetatowym przedszkolakiem grupy Żabek. Człowiek od rana na wysokich obrotach. A jak jest Fader w domu to od środka nocy, bo on to lubi obudzić znienacka, wyrwać ze snu głębokiego gdzieś koło w pół do ósmej i ubiera i szybko wszystko zakłada na nas i kurtki i czapki i już w te pędy w foteliki wpina i jedzie do przedszkola. No a jak już jest się w tym przedszkolu to w sumie jest tak fajnie, że od razu się zapomina o marudzeniu i trzeba szybko biec na górę mówiąc "papaaaa". I tam już czeka na nas śniadanko i mnóstwo fascynujących zajęć, jak malunki, wyklejanki, leżakowanie, plastelinowanie, obiadkowanie i niekiedy spacery z wężem i jest też rytmika i dużo fajnych różnych gimnastyk i takie tam. No a jak już się wróci późną nocą do domu i trzeba jeszcze zjeść kolację i się w wannie wykąpać i Niko nigdy nie chce tego robić i troszkę sapie sobie na ten temat, i jabłuszko się je i banana też się zjada i bajkę czasem częściej a czasem wcale nie nam włączą do oglądania i człowiek jest już tak zmęczony po tych skokach na kanapie i ucieczkach przed ubraniem w pidżamę i godzinnym łażeniem z akcesoriami spalnymi i dojadaniem wafli i marudzeniem ogólnym, że normalnie o tej 22 to padnie nie wiadomo kiedy.
I fajnie wtedy tak wyciągnąć nogi i oprzeć sobie wyżej o Mamę :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz